0. Przepraszamy za brak aktywnosci. Jest to spowodowane tymczasową niedyspozycją, ale i nowym projektem naszej strony. Zapraszamy na pewno od października - wówczas strona będzie już funkcjonowa1a - mamy nadzieję, że wcześniej. A na razie zachęcamy do przeglądania dotychczasowego dorobku z laski Bożej. 1. Potrzebna jest krew dla dziecka chorego na bialaczke. BRh- to bardzo rzadka grupa krwi. Kontakt: Marzena Czyz 515 250 700. Bardzo pilne! 2. Prosimy o modlitwę za księdza Tomasza Jochemczyka, który jest poważnie chory.

HIT: Polityka jest prosta jak konstrukcja cepa - część 2 z 3 - Filip Z. Konopiński

Pierwsza część: http://isidorium.blogspot.com/2016/12/hit-polityka-jest-prosta-jak.html

Polityka jest prosta jak konstrukcja cepa – czyli dylematy u progu prezydentury Donalda Trumpa. (cz. II.)

Mało ludzi to rozumie – polityka jest prosta jak konstrukcja cepa. Wszelako potrzeba wiedzieć, jak działa i wygląda cep.
Kluczowy problem, przed którym stanie administracja 45 prezydenta USA – Donalda Trumpa – to po prostu jest kluczowy problem przed którym stoi świat.
A kluczowy problem przed którym stoi świat – to problem nabrzmiewającego wielkiego konfliktu. W dodatku to na chwilę obecną bardzo „wybuchowy” problem.
I gdzieżby miało dojść do tego konfliktu, między kim i kiedy?

Jedyna naturalna strefa konfliktu na świecie

Tu małe wyjaśnienie: Istnieje w politologii termin, którego znaczenie sprowadza się do oznaczenia konfliktu – do którego dojść po prostu musi. „Nieunikniony konflikt” – to tłumaczenie oddające treść. Oczywiście – pojęcie to wzięło się z ekonomii politycznej. I z pojęcia naturalnego konfliktu interesów. Jest to sytuacja, w której np. w jakimś lesie są dwa jelenie, a tylko jedna łania. Pobić się o tę sarnę te dwa „byczki” po prostu muszą. Może nie muszą – ale z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, najzwyczajniej w świecie się pobiją. I jeden weźmie sarenkę, a drugi tzw. okrągłą sumę, czyli zero.
Oczywiście – takie sytuacje zdarzyły się wiele razy w historii. Rzym i Kartagina, potem Rzym i
helleńskie monarchie wschodniej części basenu Morza Śródziemnego, Anglia i Francja w Ameryce północnej w XVIII wieku, Napoleon I i Aleksander I w 1812 roku, północ i południe w USA w XIX wieku, Hitler i Stalin w 1941, itp., itd…
Otóż we współczesnym świecie jest tylko jedno „naturalne miejsce konfliktu” (jak zabawnie ten termin brzmi w stosunku do grozy, którą oznacza) – i jest nim SYBERIA. Podstawa siły Rosji - i obszar świata konieczny do opanowania dla duszących się z braku miejsca i własnych surowców Chin. Oczywiście: Rosja nie może zrezygnować z kontroli tego obszaru – bo bez niego stanie się państwem drugorzędnym – czymś w rodzaju Iranu z produktem gospodarczym brutto mniejszym niż Belgii. To syberyjski gaz ziemny i inne surowce dają Rosji 4% udziału w produkcie gospodarczym świata brutto. Oczywiście – Chiny nie mają żadnej innej możliwości rozwoju terytorialnego – w żadnym innym kierunku. I co z tego wynika…???

Geneza nadchodzącej wojny jest w liczbach…

Ja nie piszę tego dlatego, że się wymądrzam. Tylko wiem, że Polską rządzą… hm – delikatnie mówiąc - durnie. To jest oczywiście głębszy problem. Polską rządzą dawne PRL-owskie wojskowe służby specjalne – i ich mutacje jawne i niejawne powstałe w ostatnich 25 latach. Ale oni nie umieją planować ani myśleć w perspektywie dłuższego czasu. Po prostu – oni byli dla Moskwy chłopakami od konkretnych zadań. Np. zorganizować przemyt kokainy od Pablo Escobara z Kolumbii do Rotterdamu w Holandii na polskich statkach, itd., itp… „Zakosić” kupę szmalu ku radości sowieckiej wierchuszki – tak właśnie, prawidłowa postawa „internacjonalistyczna” – „towarzysze” - a w nagrodę przyjacielskie poklepanie po plecach, nawet order i pozwolenie na opanowanie Szwecji przez „polską” amfetaminę. Centrala od oceniania sytuacji i planowania była w Moskwie. Oni, ci nasi „razwiedczyki” nawet sytuacji nie potrafią oceniać prawidłowo i dają się nabrać na takie bluffy jak „Most” – domyślnie pomysł podrzucony im tylko po to, aby się nie dogadali z własnym narodem, jaki to „numerek” odwaliła razwiedka węgierska. A jak oni nie potrafią – to kto w Polsce potrafi? Profesorki z komunistycznych czy postkomunistycznych nominacji? Owszem – jeden człowiek w Polsce potrafi politycznie myśleć. Nazywa się on Grzegorz Braun. Niezgorszy jest Stanisław Michalkiewicz i kilka innych osób i… Nie mają oni żadnego przełożenia na politykę, a gdyby nie Internet, byliby kompletnie nie znani.


Oczywiście – polityka jest prosta jak konstrukcja cepa. Wszelako trzeba wiedzieć jak wygląda i jak działa cep. A jakież to liczby wskazują nam na nieuchronną wojnę – i to szybko? To proste – liczby, jak zwykle, ekonomiczne. Otóż na ten moment, A.D. 2016, Rosja posiada – jako wspomniałem 4% udziału w światowym produkcie gospodarczym brutto (a można przypuszczać, że nawet cokolwiek mniej, chyba że ktoś mocno wierzy rosyjskim statystykom). Chiny mają takiego udziału 12%, USA 22%, a UE 30%. Ot – i wszystko. Tylko co z tego wynika? Ano, że Chiny wytwarzają 3 razy więcej niż Rosja, mają 3 razy więcej pieniędzy – w tym na badania naukowe, technikę wojenną i zbrojenia. I kolejnymi swoimi osiągnięciami w technice wojennej coraz bardziej zaskakują świat. W dodatku chiński procent cały czas rośnie…
Ale to oznacza dla włodarzy Kremla powracające koszmarne sny… Że któregoś dnia zadzwoni prezydent Chin i powie: „Wynoście się z Syberii.” I być może uspokajającym tonem doda: „Od was tylko zależy, czy zrobimy to „hard way” czy „soft way”.”
Oczywiście – Rosja ma tylko jedną opcję polityczną: narzucić uzależnienie agenturalne i potem energetyczne i finansowe Europie zachodniej. Wtedy powstaje (30+4)% kontra 12% chińskim. Kupa pieniędzy na modernizację całego kraju – nie tylko na technikę wojskową. Rosja może spać spokojnie bez obawy inwazji ze strony Chin tylko pod warunkiem miażdżącej przewagi technicznej i militarnej. Tylko narzucenie kontroli zachodniej Europie może jej tę przewagę dać. Tak przynajmniej włodarze Kremla myślą…

Oczywiście – odcięta przez USA od zachodniej Europy – czyli Barack Obama w Polsce, Rumunii, na Ukrainie i w Bułgarii – Rosja nie będzie miała innego wyjścia: zaatakuje.
A scenariusz w faktach, które trzeba jednak znać…
A jak to konkretnie technicznie zrobi „Matuszka Rassija”? Och, to jest naprawdę proste do przewidzenia! Wystarczy tylko skonstatować, kto rządzi Rosją i jakie daje to możliwości działania. A Rosją rządzi pewna sekta, powstała w XVIII wieku w okolicach Smoleńska. Sekta ciekawa w ideologii, jaką stworzyli – takie połączenie talmudyzmu z mongolskim ludobójstwem. Nie piszę nazwy tej sekty, gdyż inaczej wszystkie kontrolne programiki w „wolnym” Internecie od razu wrzucą tę publikację do analizy przez „bibliotekarzy”. A nazwa zaczyna się na literę „H…” [red.: wejdź na Wikipiedię i wpisz ,, 7 przykazań synów Noego, a tam będzie informacja o sekcie powstałej w XVIII wieku w Lubawiczu]. Owa sekta błyskawicznie urosła w siłę, bowiem w państwie carów wzięli się na „przemysłową” plus „międzynarodową” skalę za… paserstwo [red.: handel rzeczami skradzionymi]. Zorganizowane podziemie przestępcze, jakie zawsze istniało w państwie carów było tak zadowolone z nowego partnera w biznesie, że w nagrodę pozwolili im prowadzić w całej Rosji domy publiczne – od najbardziej małomiasteczkowych po najbardziej ekskluzywne. Potem wspomniana sekta zainwestowała w masonerię rytu francuskiego – najlepszy sposób (plus dogodny kredyt) by rosyjscy arystokraci i część inteligencji zaczęli im skakać jak laleczki marionetki – czy jak kto woli: jak grzeczne pieski. I w roku 1917 stało się – wysadzili carat z siodła. I sami przejęli władzę.
Oczywiście – jest wiele na to dowodów. Pałac Zimowy szturmowali w Petersburgu „wori pa zakonu” czyli kryminaliści zorganizowani – którym Lenin obiecał sowitą zapłatę. Mafiosi kierujący tymi gangami nie przyjęliby oferty takiej roboty od kogoś, kogo by nie znali i komu by nie ufali. Oczywiście – po robocie Lenin wypłacił im „należność” na dziedzińcu Pałacu Smolnego, gdzie rezydował. A dokładniej wypłacili ludzie Dzierżyńskiego – z karabinów maszynowych. I Lenin pozbył się jednym ruchem i rządu Kiereńskiego i uzbrojonych gangów z Petersburga. A to tylko jeden z dowodów pokazujących kto był kto. W czasie rządów Lenina zginęły w Rosji 42 miliony ludzi. W ciągu 7 lat efektywnych rządów – tak po 6 milionów co roku. I tylko pod koniec wojny domowej do 10% tej liczby stanowiły ofiary głodu. Żaden człowiek nie jest zdolny do takiego zbrodniczego okrucieństwa – chyba, że jest tak od dzieciństwa wychowany… Że najlepszy dobry uczynek to mordowanie gojów milionami, goje pochodzą od szatana, itd., itp… Aha – gdyby kto wątpił – partia bolszewików jako licząca się siła społeczna, to po prostu w ogóle nie istniała. To było około 5 tys. ludzi – z taką organizacją nie da się przejąć władzy na ogromnych obszarach Rosji, jednocześnie w tylu wielkich miastach. Na skuteczny przewrót w Rosji w 1917 potrzeba było kilkaset tysięcy zdyscyplinowanych i zdeterminowanych osób – i sekta ta tyle akurat wtedy miała…
I ta sekta rządzi sobie Rosją w najlepsze nadal. Oczywiście – było ich (i reszty z pochodzenia Chazarów, którzy się ochoczo podporządkowali zwycięzcom) – o wiele za mało na potrzeby bezwzględnego reżimu policyjnego. Do NKWD musieli brać i Rosjan. I to Rosjanie z pochodzenia wkrótce stanowili większość aparatu KGB… Dzisiaj z tej grupy pochodzi partner sekty sprawujący wraz z nią władzę – grupa generałów rodem z KGB. Nie ma problemów, spółka może być. Tort do podziału jest duży.

Bardzo ważnym faktem jest, że wraz z „upadkiem” komunizmu, sekta natychmiast przerzuciła swoich ludzi do państwa Izrael. Błyskawicznie przejęli tam władzę. Premiera rządu, który ostrzegał, że pewna sekta rodem z Rosji za bardzo się zaczęła panoszyć – w biały dzień zastrzelili. A dlaczego opanowali państwo Izrael? To znowu bardzo proste. A co – mieli z Rosji na cały świat rozsyłać narkotyki syntetyczne (tabletkowe) opracowane w laboratoriach KGB i GRU? Kto ośmieli się sprawdzać paczki z tabletkami rozsyłane z „bezcennego Iz-a” – jak nazywa to państwo St. Michalkiewicz? Tam przenieśli ich produkcję i mają z tego roczne zyski, jak ocenia Interpol na co najmniej 50 mld USD. A co z tego wszystkiego wynika – cóż, kluczowe decyzje, co zrobi rząd państwa Izrael są podejmowane w Moskwie (czy w As–Sa-tanie, czy gdziekolwiek indziej, gdzie siedzą ich władze, tejże sekty).
I co się stanie, jakie fakty doprowadzą do wojny? To takie proste: „bezcenny Iz-el” na rozkaz z Moskwy odpali rakiety z nukami na Iran. Zbierze się OPEC [red.: w tłumaczeniu z angielskiego: Organizacja Krajów Eksportujących Ropę Naftową] i rozwścieczone, że nuklearnie zbombardowano kraj islamski uchwali tak drastyczne embargo na ropę i gaz dla Izraela, USA i krajów NATO (bo wiadomo – wszyscy gorliwi sojusznicy bezcennego Iz-la), jakiego jeszcze nigdy nie było. We Francji, Niemczech, Włoszech, Hiszpanii, Szwecji, Belgii, Holandii - i gdzie nie jeszcze – zacznie się ostry kryzys ekonomiczny. A Rosja zaproponuje swój gaz i ropę – i nawet wojska do tłumienia rozruchów muzułmańskich – oczywiście w zamian za wystąpienie z NATO i układy „o wzajemnej przyjaźni i współpracy”. Na pewno znajdą się liczące kraje, które tę ofertę przyjmą… I wtedy armia Iranu ruszy do lądowej ofensywy. US Army będzie musiała przemieścić wszystko co ma - na Bliski Wschód. A Polska PiS-u, najwierniejszy sojusznik USA w Europie – zostanie sam na sam z rosyjskim niedźwiedziem. Tylko, że… Nie ma żadnego misia. Jest sekta „H…” i są rosyjskie bomby OWB (Otiec Wsiech Bomb). Duże, kłopotliwe do przechowywania bomby paliwowo-powietrzne – ale o sile wybuchu porównywalnej z bombami atomowymi mniejszej mocy. No i nie pozostawiają po sobie żadnego skażenia radioaktywnego – tylko wypaloną pustynię i zwęglone zwłoki. Na 200 tysięczne miasto wystarczy jedna taka bomba OWB… (Radzę sprawdzić w Internecie. Rosjanie nazywają ten typ bomb bombami termo-barycznymi.) Nie zapominajmy, że w ideologii wspomnianej sekty rytualne ludobójstwo to najlepszy uczynek, jaki można zrobić ich bożkowi plemiennemu – tyle że wcale nie nazywa się on już Jahwe.
Nie zapominajmy, że w przepowiedni św. Bernadetty Soubirous (tej dziewczynki z Lourdes), przesłanej w liście do papieża Leona XIII w roku jej śmierci (1879) - wielka wojna i początek strasznego zamętu, a zarazem wielkiego oczyszczenia świata – zaczyna się w samym środku kalendarzowego lata, w kilka lat po 2012 roku, od zrzucenia z góry z powietrza strasznej bomby o niesłychanej sile zniszczenia na wielkie miasto w Persji… (W roku 1879 w Persji było tylko jedno wielkie miasto: Isfahan.) Tyle, że – pamiętajmy – nawet przepowiednia o zniszczeniu Sodomy i Gomory była początkowo warunkowa – do tego mogło nie dojść.

Dlaczego wojna jeszcze nie wybuchła…?

A z kilku powodów. Wyliczmy, co najważniejsze…
Otóż, Rosja - eliminacji USA jako światowej superpotęgi wcale nie chce. To bardzo dobrze, że nad Chinami wisi od strony Pacyfiku amerykański kij. Gdy kija zabraknie, Chiny natychmiast zajmą Eldorado najnowocześniejszych mikroprocesorów, czyli wyspę o nazwie Tajwan. I Rosja zostanie sam na sam z jeszcze niebotycznie groźniejszymi Chinami.
Kolejnym powodem jest problem Iranu. Bo wcale do końca nie wiadomo, w którym kierunku Iran ruszy? A może ruszyć na zachód, na „bezcenny Iz-el” (jako kara za spuszczenie nuka na Isfahan i eliminacja groźby spuszczenia następnych) - a w krótkim czasie potem na północ, albo na zachód i na północ jednocześnie – mszcząc się na Rosji za torpedowanie OPEC-owego embarga?
Kolejnym powodem jest, że nikt do końca nie wie, a już na pewno nie wie w Moskwie (w As-Sa-tanie, czy gdzie tam ich wierchuszka siedzi) – co tak naprawdę z nowoczesnej techniki wojskowej ma Iran. Jedno jest pewne – ma niemało – od kiedy okazało się, że irańskie wojsko bez problemu przechwytuje kontrolę amerykańskich szpiegowskich dronów. Wiadomo – za Iranem stoją Chiny (jako dostawca nowoczesnej techniki). I zapewne po cichu - cichy sojusznik Chin - Japonia.
Chiński generał Sun-Tse, autor napisanej w III wieku przed Narodzinami Chrystusa genialnej książki „Sztuka wojny” dobitnie stwierdził, że jeżeli chcesz zająć ziemie sąsiednich państw to musisz najpierw postarać się, aby oni pobili się między sobą. Niech się wzajem osłabią i wykrwawią – wtedy wkroczysz. Stąd każde wkroczenie Iranu na wojenną ścieżkę jest potencjalnie bardzo niebezpieczne dla Rosji (a radością dla Chin – i jak tu takim ayatollachom nie podrzucać z elektroniki wojskowej, co tylko się ma?). Może się nawet wcale przypadkowo zacząć realizować bardzo antyrosyjski scenariusz. Ot – nawet bez rozkazu z góry - postrzelają się jacyś pogranicznicy… Przepowiednia bł. Szczęsnego Felińskiego, arcybiskupa Warszawy, wywiezionego przez władze carskie w głąb Rosji w roku 1863, stwierdza wyraźnie, że Rosja „cios straszny z południa otrzyma, a smok ze wschodu dobije olbrzyma”. Problem też – jak widać - w tym, że w razie eliminacji Ameryki – Rosja zostaje sam na sam nie tylko z Chinami – z Iranem też! (Siła złego na jednego.) I znów pozostaje proste stwierdzenie faktu, że to właśnie Rosja najbardziej potrzebuje silnego USA. I to zarówno na Dalekim i na Bliskim Wschodzie!
No i powodem niebagatelnym jest, że prezydent Rosji Putin ma olbrzymi majątek w USA – i nie tylko on z obecnych rządców Rassiji. W razie ostrej konfrontacji – by, by my love…

Na zakończenie wymieńmy najważniejszy powód: Miłosierdzie Boże.

Czy istnieje inne rozwiązanie tych problemów niż wojna?
Istnieje. Chodzi w końcu o to, by Rosja nie rozkazała „bezcennemu Iz-owi” odpalić rakiet z nukami na Iran.
A w jakiej sytuacji Rosja może tego nie zrobić? I jednocześnie zrezygnuje z uzależniania i odbijania Ameryce Europy zachodniej?
Otóż musiałyby stać się jednocześnie dwie rzeczy: w Rosji nastąpiłaby zmiana polityczna umożliwiająca wyzwolenie energii ekonomicznych obywateli oraz Rosja otrzymałaby pomoc w modernizacji kraju na wzór planu Marshalla. Nie ma sensu podbijać Europy, osadzać tam swoich agentów w roli prezydentów czy premierów – gdy to czego potrzeba jako lekarstwo na koszmarne sny o chińskiej przewadze (czy znaczną część tego lekarstwa, za to bez kosztów i ryzyka wojny) – dostanie się w prezencie.
Oczywiście – na trwałe pokój może zabezpieczyć tylko i wyłącznie trwała zmiana wartości wyznawanych przez narody i polityków. Ukształtowanie się powszechnej opinii typu: A po co tak się rżnąć, walczyć o przewagę, kontrolę i inne brednie – nie lepiej spokojnie sobie żyć i jakoś się dogadać?
Oczywiście, taka trwała zmiana wartości to uznanie Jezusa Chrystusa za Króla i podporządkowanie się Jego Prawom. Jak to głosi pewne Stowarzyszenie powstałe w Chicago: Nie ma prawdziwej Wiary chrześcijańskiej bez uznania Pana Jezusa za Króla – i to w każdym aspekcie życia ludzkiego. Nawrócenie się bez troski o przestrzeganie prawa Bożego w życiu publicznym jest nieprawdziwe i nieszczere.” Oni te prawdy wypisali w nagłówku wszystkich swoich pism.
Natomiast odpowiedź na pytanie, czy Rosja ofertę jakiegoś planu Marshalla przyjmie – jest prosta: przyjmie. Wszelkie wojowanie jest dla władców Rosji (ktokolwiek by takowymi nie był) – po prostu jest w obecnej sytuacji niezmiernie ryzykowne – wdawanie się w duże awantury - wliczając szczególnie. To takie bicie się z innymi – ze stale odczuwanym gorącym oddechem chińskiego smoka na plecach. I w im poważniejszej „schwatce” się uczestniczy – tym bardziej ten chuchający smok robi się potencjalnie groźniejszy. A co, jeśli jeszcze w którymś momencie kłapnie paszczą i machnie ogonem?

Zresztą – Moskwa sygnalizuje wyraźnie, że chce „dagawora” – prezydent Putin sugerował niedawno,
że potrzeba „nowej Jałty” (czyli nowego wielkiego traktatu regulującego stosunki USA – Rosja).

Jeden mały problem…

Na tym właśnie polega problem współczesnego świata – najważniejszy problem. Na dłuższą metę nikt tak nie potrzebuje amerykańskiej potęgi – jak Rosja. Ale tak na teraz to Rosja jest w sytuacji zablokowania jedynej szansy na szybki wzrost potęgi – i w dodatku to Rosja trzyma w rękach zapalniczkę do podpalenia amerykańskiego świata (w postaci kontroli rządów w „bezcennym Iz-lu” i możliwości odpalenia rakiet z nukami na Iran) – i jeżeli tej zapalniczki użyje – Ameryka będzie w nielada kłopotliwej sytuacji… Wcale niezła pozycja negocjacyjna. To tak jak w kiepskim horrorze: pan A ma wszystko, pan B pięć razy mniej i jest nieodwracalnie zagrożony szybkim bankructwem – ale to pan B siedzi przy ścianie domu pana A i bawi się zapalniczką w pobliżu pękniętej rury z gazem.
Oczywiście, spośród czynnych sterników polityki w Polsce nikt tej sytuacji zdaje się nie rozumieć. Pan Kaczyński ze swoimi szlachetnymi pomysłami reformowania UE jedynie udowadnia, że nie żyje w realnym świecie.
Pytają mnie – kto będzie następnym Sekretarzem Stanu w USA? Odpowiadam niezmiennie – znakomity negocjator o dobrych układach w Rosji. Radzę się doszukać wcześniejszych sygnałów, że Donald Trump kluczowy obecny problem polityki światowej (i najbardziej wybuchowy) rozumie – i co mu po reformowaniu gospodarki w USA, jeśli za pół roku świat (a co najmniej PAX AMERICANA) może wylecieć w powietrze?

A gdyby USA zadeklarowały chęć pomocy Rosji w postaci nowego planu Marshalla? Problem wewnętrzny tkwi w Rosji – bo w stanie rządów oligarchicznych wszelką pomoc ten kraj może tylko „przejeść”. Ale czegóż to nie robi się w sytuacji chińskiego zagrożenia? Można nawet Rosję zamienić w państwo prawa! A przynajmniej na tyle, by energie ludzkie ruszyły, jak wyścigowe konie na torze. (Owe „tyle” musiałoby być „a big one”.) Więc niewykluczone, że USA owe przemiany wewnętrzne wcale skutecznie wymuszą przy okazji ofert pomocy.
Jest jednak jeszcze jeden mały problem… Kto za to wszystko zapłaci? Cóż – nie widzę innych kandydatów na współpłatników – jak Francja i Niemcy. Jakieś odszkodowania za II wojnę światową – w wypadku Niemiec? (Temat trochę trudny, zważywszy, że Hitlera i dojście NSDAP do władzy finansował wcale nie niemiecki czy amerykański biznes – tylko wujaszek Stalin.) Jednakże w płaceniu pomocy dla Rosji (przy zachowanej hegemonii USA w Europie) owe „potęgi” Unii Europejskiej po prostu będą musiały uczestniczyć. Z prostego powodu – poprzez lewactwo i jego duchowe mutacje kraje te stały się tak beznadziejnie słabe.
Skomplikowana sytuacja finansowa USA i jeszcze konieczność powiększenia długu federalnego o jakieś 4 tryliony USD (a może i pięć?) – co spowoduje sytuację już bardzo, bardzo napiętą – implikuje też takowa sytuacja, że potencjalny konkurent do roli waluty międzynarodowej – a takim jest przede wszystkim Euro – po prostu musi przestać istnieć. (Pamiętajmy o podziale światowego produktu gospodarczego brutto: Rosja 4%, Chiny 12%, USA 22%, a Europa 30%...)
Więc przyszłości dla tej IV-rzeszki zwanej UE – to ja raczej nie widzę. Oczywiście: globalizm, NWO, masoneria, etc. Ale wszelkie ideologie idą w kąt, gdy zaczyna się twardy temat: kasa – o czym przekonali się Niemcy przy okazji Brexitu. Gdy anglosascy „gentlemani” rozmawiają o pieniądzach.
Co zrobi prezydent Trump?
Cóż, banki – cztery największe banki niemieckie – zbankrutowały same. Z Deutsche Bankiem na
czele. Tyle, że ich bankructwa się nie ujawnia. Coś trzeba będzie jednak zbankrutować, by posiadacze kasy znowu uciekali do dolarka. Inwestycje w długi państwowe mają sens tylko do momentu, dopóki owe państwa są wypłacalne. UE sprowadziła ruinę na kraje członkowskie – przykładem Grecja. Mało kto dzisiaj pamięta, że do momentu wstąpienia do UE to był po Japonii i północnych Włoszech najszybciej rozwijający się kraj świata. W Grecji „padły” wszystkie dobrze rozwijające się przemysły – ale o to przecież chodziło w regulacjach unijnych. Pojawiło się olbrzymie strukturalne bezrobocie. Inwestycje w turystykę i unijne fundusze działały tylko do momentu dopóki nie wybudowano wszystkiego, co było do wybudowania. Gigantycznego bezrobocia nie rozładuje się wcześniejszymi emeryturami ani gigantyczną rozbudową biurokracji – to tylko pogłębi problem poprzez wzrost kosztów. I zadłużenia. I przyśpieszy katastrofę. Ot i wszystko.
Dlatego nie sądzę, aby „unijka” przetrwała jeszcze dłużej niż dwa lata. Oczywiście – finansowej (i nie tylko) gry o świat nie zauważy ostatni socjalista i reformator UE – Jarosław Kaczyński. Niemcy przegrały swoją grę o światowe imperium w roku 1918, a definitywnie w roku 1945. Ot i wszystko.
Ponieważ USA będą musiały (czy chcą czy nie) likwidować imperialny polityczny projekt o nazwie Euro i „przystrzygać” Niemiachów – a nadto USA będą musiały „perswadować” zakusy Rosji na hegemonię w Europie - pojawia się szansa szybkiego wzrostu dla Polski i krajów „międzymorza”. Ale jak każda szansa – wymaga to u steru państwa ludzi patriotycznych i mądrych, a nie zdrajców i durniów. Los Polski zależy więc od tylko jednej sprawy: wypracowania kanałów medialnych, poprzez które do społeczeństwa dochodziłaby prawda, a nie tylko oszustwa, jak lansowany jako „święta partia” - PiS - i jako polski patriota - największy przyjaciel „bezcennego Iz-la”, Andrzej Duda. Bez takich kanałów wykreowanie konstruktywnej siły politycznej jest niemożliwe.
Odpowiedź na pytanie: co zrobi prezydent Trump? – jest o tyle prosta, że w wielu sprawach zrobi to co po prostu zrobić musi. Taka jest logika sytuacji. A przy okazji rozwinie swoje mistrzostwo medialne! Już widzę (oczami wyobraźni) imć pana Donalda w Rosji i jego córkę Iwankę, jak zapala świeczki w cerkwi (chodzi o jakiegoś świętego chłopca – Rosjanie wierzą, że czas ich pokuty minął, gdy w Rosji narodził  się święty chłopiec – a zdaje się, że akurat taki był). No i cała Rosja z miejsca kocha Donalda z Ameryki! – Z kłopotliwą sytuacją dla własnego rządu. (Zresztą – i tak już go kocha. Rosjanie, a osobliwie prawosławni, z miejsca zauważyli krytykę globalizmu, pochwałę narodowych państw – i ogólnie odwagę Mr. Trumpa.) A jak Niemiachom imć pan Donald (przecież z pochodzenia Niemiec) zasunie garść liczb i faktów ekonomicznych o UE i Euro – to sami Niemcy dojdą do wniosku, że to nie miało żadnego ekonomicznego sensu i musiało się skończyć.

No i jeszcze jedno jest oczywiste. Na całym świecie właśnie kończą się złoża uranu. Nowy układ rozbrojeniowy i konieczność rozmontowania z połowy bombek zwanych w USA nukami – bo skąd znowu wziąć uranium jako paliwo do elektrowni atomowych? – zaczyna być narastającą koniecznością. No i taki wspaniały traktat – opromieniający imiona prezydentów Rosji, Chin i – przede wszystkim prezydenta USA… Ekonomicznie – oczywiście – wszystko „trzyma sens”. A i świat przy okazji stałby się jakby cokolwiek bezpieczniejszym miejscem do życia…
A my Polacy – czy na pewno już to wiemy, że nikt nam przecież Polski nie da, jeśli sami nie weźmiemy? I w czym tu problem? Potrzebne tylko dwie rzeczy: zorganizować się i wygrać wybory. Świadomość, że Pan Bóg dał nam najbogatszy kraj świata – powinna chyba ułatwić tę robotę?
Muszę jeszcze państwu wytłumaczyć, na czym polega problem z ubezpieczeniami zdrowotnymi w USA. Ale to już w następnej i ostatniej publikacji z tego cyklu.


Filip Z. Konopiński.